Inauguracja pierwszoligowej wiosny za nami. Górnik znów zawiódł, jak zwykle był problem ze strzeleniem gola. Znowu padły słowa krytyki pod adresem Przemysława Pitrego, który w Zabrzu jest przecież po to, by zdobywać gole. 29-letni napastnik do klubu na Roosevelta przyszedł latem 2008 roku. Dlaczego go sprowadzono? Wystarczy przypomnieć jego wyczyny w Poznaniu. Jako rezerwowy, grając w meczach po kilka minut, strzelał bramki na zawołanie. Wiosną 2008 roku w Lechu Pitry przebywał na boisku ledwie 182 minuty, a zdobył w tym czasie 5 goli! Zawsze grał jako rezerwowy, wchodził z ławki i rzadko zawodził. Trzy razy trafił w 90 minucie, dwa razy na pięć minut przed końcem meczu.
Tymczasem w Zabrzu przez blisko dwa lata pobytu strzelił ledwie pięć goli. Potrzebował na to aż 3118 minut. To blisko dwadzieścia razy więcej niż w Poznaniu! - Przemek to piłkarz kompletny: szybki, świetnie gra głową, ma niekonwencjonalne uderzenie. Dużo sobie po nim obiecywałem - mówi Franciszek Smuda. Trener reprezentacji prowadził wychowanka klubu z Pszczyny w Lechu Poznań.
Do Zabrza Pitrego ściągnął Ryszard Wieczorek. Negocjacje były długie, zakończyły się powodzeniem i zawodnik, który był nawet powoływany przez Leo Beenhakkera, podpisał trzyletni kontrakt z Górnikiem. - Ściągnąłem go do Zabrza, bo to piłkarz kompletny. Lewa i prawa noga, drybling, umiejętności techniczno-taktyczne. A po tym co pokazywał jako joker w Poznaniu wydawało się, że nas nie zawiedzie - opowiada trener Wieczorek.
Henryk Kasperczak, który potem przejął Górnika też w samych superlatywach wyraża się o piłkarzu. - Wielki pracuś. Pracował dużo na treningach, dawał z siebie na meczach, chce jak najlepiej, ale faktycznie za moich czasów skończyło się tylko na golu w spotkaniu z Wisłą - przyznaje Kasperczak. Każdy wie, że Pitry w piłkę grać potrafi. Pod wrażeniem jego gry byli przed kilku laty kibice sosnowieckiego Zagłębia. w ligowym pojedynku z Radomiakiem jesienią 2005 roku zdobył cztery gole! O dziwo w Zabrzu odblokować się nie potrafił.
Trenerzy, którzy z nim pracowali też zastanawiają się co jest przyczyną strzeleckiej indolencji piłkarza, który miał spełniać marzenia kibiców Górnika. - Może on nie znalazł tej swojej pozycji? - zastanawia się Kasperczak. - Coś tkwi w jego głowie, co go wyraźnie hamuje - dodaje Smuda.
Zdaje się, że najbliżej prawdy jest trener Wieczorek. - Przemek jest w Zabrzu obciążony wielką odpowiedzialnością. W Poznaniu strzelał, gdy wchodził z ławki. Pojawiał się na boisku na luzie, bez zobowiązań. Wtedy potrafił sprzedać swoje nieprzeciętne umiejętności. W Zabrzu jest piłkarzem podstawowym, przy tysiącach kibiców zbyt emocjonalnie podchodzi do gry, za mało jest w tym luzu - mówi były szkoleniowiec Górnika i Odry Wodzisław, który zauważa jednocześnie, że Pitry w klasyku w Katowicach nie dochodził do dobrych pozycji, bo wolał nie ryzykować nieudanego zagrania.
- Niech Przemek weźmie przykład z Grzegorza Piechny. Jemu krytyka nie przeszkadzała, a mobilizowała. Nie wykorzystał jednej okazji czy drugiej, to szukał trzeciej, czwartej i piątej. Za wszelką cenę dążył do przełamania i przy takim podejściu mu się to udawało - radzi Wieczorek.
Pitry liczy, że tej wiosny wreszcie się odblokuje. - Pięć goli przez blisko dwa lata to faktycznie mało. Statystyki nie kłamią, dumny z tego dorobku być nie mogę. Mam nadzieję, że już w najbliższym meczu zła seria się skończy. Pora zacząć strzelać, tym bardziej, że w sparingach znów było nieźle. Teraz muszę to tylko udowodnić w meczach ligowych - zapewnia.
Autor: BeataKSG